Koryciarstwo POPiS i afera KPO: spór PiS–PO przykrywa jeden mechanizm zawłaszczania spółek

Afera wokół wydatków z Krajowego Planu Odbudowy ułożyła się w znajomą koleinę: obóz rządzący i opozycja obrzuciły się odpowiedzialnością, a spór PiS z Platformą przykrył pytanie o wspólny mechanizm — obsadzanie spółek Skarbu Państwa kluczem partyjnym. Razem twierdzi, że pod dwoma szyldami działa jedno koryto, i przeciwstawia mu profesjonalny, jawny nadzór właścicielski.

Rozłożone banknoty euro — środki publiczne, z których finansowany jest Krajowy Plan Odbudowy.

Kiedy latem 2025 roku wybuchła afera wokół wydatków z Krajowego Planu Odbudowy, publiczna debata natychmiast ułożyła się w znajomą koleinę: obóz rządzący i opozycja obrzuciły się nawzajem odpowiedzialnością, a spór PiS z Platformą przykrył pytanie, które Partia Razem stawia od dawna — dlaczego majątkiem, który jest wspólny, zarządza się jak łupem do podziału między partyjnych nominatów. W ocenie Razem obie strony tej wojny na oskarżenia korzystają z tego samego mechanizmu: spółki Skarbu Państwa i samorządowe agencje obsadza się kluczem partyjnym, a środki publiczne wyciekają na przedsięwzięcia, których gospodarny właściciel nigdy by nie zatwierdził. Temu układowi Razem przeciwstawia rozwiązanie mało efektowne, za to skuteczne: profesjonalny i jawny nadzór właścicielski zamiast koryta.

Anatomia koryta: jeden mechanizm pod dwoma szyldami

Mechanizm, o którym mówią politycy Razem, nie jest ukrytą intrygą — jest raczej normą, do której klasa polityczna zdążyła się przyzwyczaić. Spółki Skarbu Państwa, spółki komunalne, agencje i fundusze celowe tworzą rozległy zasób stanowisk, kontraktów i wpływów, a kolejne ekipy traktują ten zasób jako naturalną zdobycz wyborczą. Zmieniają się szyldy nad wejściem, obsada foteli w radach nadzorczych przesuwa się z jednego klucza partyjnego na drugi, ale sama logika — że stanowisko w spółce należy się za zasługi dla partii, nie za kompetencje — zostaje nietknięta. Koszt tego układu obciąża nie tyle abstrakcyjne „finanse państwa", ile konkretnych ludzi — pasażera gorzej zarządzanej kolei, pacjenta niedofinansowanego szpitala czy mieszkańca miasta, w którym remont estakady odkłada się, dopóki konstrukcja nie zacznie się sypać; każda synekura w spółce to bowiem pieniądz, który nie trafił na usługę publiczną.

Dobrym świadectwem tej ciągłości jest spór, który Razem komentowało na wiecu w Gdyni w sierpniu 2025 roku. Poseł Koalicji Obywatelskiej Robert Kropiwnicki ogłosił wtedy „odpartyjnienie" spółek Skarbu Państwa, a współprzewodnicząca Razem Aleksandra Owca odczytała ten gest odwrotnie — jako przyznanie, że łupem po prostu dzieli się teraz kto inny. W jej relacji koryto zmieniło właścicieli, a nie zniknęło:

No tak, PiS nie może, bo teraz robi to Platforma, teraz robią to koryciarze z PSL-u, teraz robi to Nowa Lewica, która parę dni temu obsadziła znowu swoimi ludźmi stanowiska dyrektorskie w PFRON-ie, która wcześniej obsiadła hufce pracy

— mówiła Owca podczas wiecu w Gdyni, nazywając ten układ „koryciarską koalicją POPiS". To stanowisko Razem, nie neutralny opis: partia zarzuca kolejnym formacjom rządowym, że różnią się barwami, a nie stosunkiem do publicznego majątku.

Drugą twarzą tego samego mechanizmu jest marnotrawstwo środków — i tu najgłośniejszym przykładem, na który powoływało się Razem, była afera KPO. Po publikacji rządowej mapy inwestycji finansowanych z funduszu Aleksandra Owca wyliczała, na co w jej ocenie trafiły pieniądze, które miały służyć odbudowie i rozwojowi:

Mamy jachty, mamy ekspresy do kawy, mamy solarium, mamy dopłaty do samochodów elektrycznych z Niemiec

— wskazywała współprzewodnicząca Razem, przypominając zarazem, że wcześniej alarmowała o wykreśleniu z KPO 120 mln euro, które miały pójść na regionalną produkcję leków w Polsce. Sedno zarzutu Owca ujęła w jednym zdaniu: „Jesteśmy traktowani jak frajerzy" — bo pieniądze publiczne, zamiast wracać do ludzi, którzy ciężko pracują, żeby wynająć mieszkanie i założyć rodzinę, finansują luksusowe zachcianki najbogatszych. Razem domagało się za to nie tylko wyjaśnień, lecz dymisji urzędników i ministrów odpowiedzialnych za przyznawanie środków, na każdym szczeblu.

To stanowisko Razem, nie ustalony fakt. Powyższe wyliczenia wydatków z KPO — jachty, ekspresy, solarium, dopłaty do aut, wykreślone 120 mln euro na leki — pochodzą z wypowiedzi Aleksandry Owcy dla biura prasowego Razem i są przytoczone jako zarzuty partii, a nie jako niezależnie zweryfikowany bilans funduszu. Skalę i kwalifikację poszczególnych inwestycji rozstrzygną kontrole i instytucje audytowe.

Dlaczego spór PiS–PO to zasłona dymna

Kluczowa dla diagnozy Razem jest teza, że sama forma publicznej awantury działa na korzyść obu jej stron. Dopóki debata toczy się o to, „czyja wina", pytania o mechanizm — dlaczego spółkami zarządzają aparatczycy, a nie fachowcy, i dlaczego pozwala się na wyciek publicznych pieniędzy — pozostają bez odpowiedzi. Lider Razem Adrian Zandberg opisał to na tym samym wiecu jako świadomą technikę odwracania uwagi:

Dlaczego tysiące aparatczyków obsiadają spółki Skarbu Państwa, a nie jest tak, że tym, co wspólne, zarządzamy profesjonalnie? (…) Za każdym razem, kiedy te kłopotliwe pytania się pojawiają, niezależnie od tego, czy rządzi akurat PiS, czy Platforma, to oni mają jeden bardzo prosty trik. Mówią milionom ludzi, zobaczcie to PiS, zobaczcie to Platforma. I odwracają uwagę od realnych problemów

— przekonywał Zandberg w Gdyni, dodając, że sprzyjają temu media obu obozów. W tej optyce spór dwóch największych partii nie jest usterką systemu, tylko jego działającym elementem: pełni funkcję zasłony, za którą zawłaszczanie spółek Skarbu Państwa może trwać bez względu na to, kto akurat rządzi.

Warto zauważyć, że diagnoza Razem nie sprowadza się do wymiany ludzi u steru. Gdyby chodziło wyłącznie o to, by „nasi" zastąpili „ich", partia proponowałaby po prostu kolejny klucz — swój. Zamiast tego celuje w samą zasadę, która czyni spółki publiczne łupem: dopóki fotel w radzie nadzorczej pozostaje formą partyjnej nagrody, każda kolejna ekipa będzie miała ten sam interes w tym, żeby układu nie ruszać. Dlatego Razem przedstawia PiS i Platformę jako współlokatorów jednego systemu podziału stanowisk, a nie jako realnie przeciwstawne obozy.

Co proponuje Razem

Odpowiedź Razem na koryciarstwo nie zaczyna się od personaliów, tylko od reguł, które mają wyjąć spółki publiczne z obiegu partyjnych nagród. Deklaracja programowa z 2025 roku otwiera rozdział o uczciwej polityce mocnym rozpoznaniem — i konkretnymi zakazami:

Wprowadzimy zakaz zasiadania w organach spółek skarbu państwa przez dwa lata po zwolnieniu mandatu w parlamencie i samorządzie. Zakażemy samorządowcom zasiadania w organach spółek jednostek samorządu terytorialnego i spółek Skarbu Państwa i pracy w instytucjach samorządowych. Wprowadzimy instytucję zawodowego radnego. Zlikwidujemy rady nadzorcze w spółkach samorządowych. Ich funkcję przejmie sprofesjonalizowany nadzór właścicielski.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Uczciwa polityka”, pkt 3–5, partiarazem.pl

Sensem tych trzech punktów jest odcięcie ścieżki między mandatem a stanowiskiem w spółce. Jeśli poseł czy radny nie może przejść z ław parlamentu albo rady miasta prosto do rady nadzorczej — przez dwa lata, a w przypadku samorządowców w ogóle — to fotel w spółce przestaje być walutą, którą partie płacą za lojalność. Likwidacja rad nadzorczych w spółkach samorządowych domyka tę logikę: miejsce ciała obsadzanego politycznie zajmuje sprofesjonalizowany nadzór właścicielski, oceniający zarządy według wyników, a nie legitymacji partyjnej. Instytucja zawodowego radnego ma z kolei uczynić z pracy w samorządzie realny zawód, a nie przystanek w drodze po intratną synekurę.

W szerszej ramie rozdziału Razem nazywa stan wyjściowy wprost: „PO-PiS-owa klasa polityczna traktuje publiczny majątek jak prywatny folwark", a przodują w tym samorządowcy „od lat obsiadający lokalne spółki i agencje". Postulaty z punktów 3–5 są odpowiedzią na tę diagnozę — próbą zamiany folwarku w instytucję, która działa w świetle i podlega rozliczeniu.

To samo przesunięcie — od łupu partyjnego do gospodarnego zarządzania tym, co wspólne — jest osią programu gospodarczego Razem. Spółki Skarbu Państwa, publiczne inwestycje i fundusze rozwojowe pełnią funkcję narzędzi, od których zależy, czy państwo potrafi budować przemysł, mieszkania i infrastrukturę — a traktowanie ich jak worka nagród dla zasłużonych działaczy tę funkcję rozmontowuje. Rozwijamy ten wątek w siostrzanym serwisie o polityce gospodarczej — Razem dla gospodarki — gdzie profesjonalne i jawne zarządzanie majątkiem publicznym pokazujemy jako warunek rozwoju, a nie jako techniczny detal ustrojowy.

Źródła i dalsza lektura