Radny w powszechnej wyobraźni jest społecznikiem: pracuje gdzie indziej na normalnym etacie, a mandat sprawuje po godzinach, z poczucia obowiązku wobec sąsiadów. Dieta radnego to w tej opowieści drobny zwrot kosztów, nie pensja. Kłopot w tym, że „gdzie indziej” bardzo często oznacza szkołę, przedszkole, dom kultury albo spółkę komunalną — instytucję, która żyje z budżetu tej samej gminy i podlega tej samej władzy, którą radny z definicji ma rozliczać. Powstaje układ, w którym człowiek mający kontrolować prezydenta miasta jednocześnie zależy od niego finansowo: to prezydent i podległe mu jednostki decydują o jego etacie, premii, awansie. Partia Razem chce ten węzeł przeciąć u źródła — zakazać samorządowcom łączenia mandatu z posadami w spółkach i instytucjach samorządu, a w zamian wprowadzić instytucję zawodowego radnego: funkcję opłacaną z publicznych pieniędzy i za te pieniądze rozliczaną.
Problem: mandat kontrolny i pensja z tej samej kasy
Prawo formalnie stawia radnemu barierę, tyle że wąską. Artykuł 24f ustawy o samorządzie gminnym zakazuje radnym zasiadania w organach zarządzających i kontrolnych spółek handlowych z udziałem gminnych osób prawnych oraz posiadania w nich więcej niż 10 procent udziałów. Bariera dotyczy jednak wyłącznie funkcji we władzach spółki — członkostwa w zarządzie czy radzie nadzorczej. Zwykły etat pozostaje poza jej zasięgiem: radny nie może zasiadać w zarządzie miejskiej spółki wodociągowej, ale może być w niej szeregowym pracownikiem; nie pokieruje szkołą jako dyrektor, ale może w niej uczyć. Ta sama gmina, która wypłaca mu dietę za kontrolowanie władzy, wypłaca mu też pensję za pracę u tej władzy — i drugiego strumienia ustawa nie tamuje.
Skalę zjawiska pokazał wiosną 2026 roku obywatelski monitoring. Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska uruchomiło 16 marca serwis kazdymusigdziespracowac.pl, w którym mieszkańcy zgłaszali przypadki zatrudnienia radnych w podmiotach zależnych od ich własnych samorządów. W miesiąc wpłynęło blisko trzy tysiące zgłoszeń; po odsianiu duplikatów zostały 2344 przypadki, z czego do połowy kwietnia potwierdzono 880. Rozkład tych potwierdzonych układa się w wyraźny wzór: około 40 procent radnych pracuje w szkołach, 18 procent w spółkach komunalnych, 15 procent w przedszkolach, reszta w instytucjach sportu, rekreacji i kultury. W pojedynczych miastach — Grudziądzu, Suwałkach, Ciechocinku, Chełmie — takich radnych naliczono po osiem–dziesięć w jednej radzie.
Problem nie jest prawniczą ciekawostką, bo dotyka istoty samorządu. Rada gminy istnieje po to, żeby patrzeć władzy wykonawczej na ręce: uchwala budżet, zatwierdza sprawozdania spółek, kontroluje wydatki. Radny, którego zatrudnia jednostka podległa prezydentowi, głosuje więc nad sprawami pracodawcy własnego pracodawcy — a niezależność, której wymaga od niego mandat, ściera się z lojalnością, której oczekuje od niego etat. Fundacja im. Stefana Batorego, monitorując konflikt interesów w administracji, od lat wskazuje na systemowe słabości: w polskim prawie brakuje nawet ustawowej definicji konfliktu interesów, a istniejące instrumenty prewencyjne bywają martwe. Radny co roku składa oświadczenie majątkowe (art. 24h tej samej ustawy), ale samo ujawnienie posady nie usuwa uwikłania — pokazuje je najwyżej temu, kto zechce przeczytać.
Cytowany w badaniu Filip Pazderski z Fundacji Batorego dorzuca argument, który warto potraktować poważnie: w małych gminach rynek pracy bywa tak płytki, że sensowni kandydaci na radnych i tak pracują w nielicznych lokalnych instytucjach, więc twardy zakaz mógłby utrudnić obsadzenie rady. To realne zastrzeżenie — i dokładnie dlatego zakaz sam w sobie nie wystarczy. Musi mu towarzyszyć alternatywa, która sprawi, że mandat radnego przestanie być dodatkiem do etatu, a stanie się pracą wynagradzaną wprost.
Zawodowy radny: funkcja opłacana i rozliczalna
Instytucja zawodowego radnego odwraca logikę, w której mandat jest zajęciem „po godzinach”, finansowanym pośrednio z posady u kontrolowanej władzy. Zamiast pozwalać, by radny szukał pensji tam, gdzie akurat da się ją połączyć z mandatem, państwo płaci mu za sam mandat — jawnie, z budżetu, na warunkach opisanych w prawie. Radny przestaje być wtedy petentem lokalnych spółek i szkół, bo jego dochód nie zależy od dobrej woli prezydenta ani od tego, czy podległa mu jednostka zechce go zatrudnić. Zależy od wyborców, przed którymi się rozlicza, i od jawnych reguł, które określają, ile ta funkcja kosztuje.
Rozliczalność jest tu drugą stroną tej samej monety. Skoro radny bierze publiczne wynagrodzenie za sprawowanie mandatu, to za sprawowanie mandatu można go realnie oceniać: za obecność na sesjach i komisjach, za pracę nad uchwałami, za kontrolę wydatków, a nie za lojalność wobec ratusza. Publiczna pensja bez publicznej odpowiedzialności byłaby tylko nową synekurą — dlatego zawodowy radny ma sens jedynie jako funkcja opisana obowiązkami, nie jako kolejny tytuł do przelewu.
Sam zakaz łączenia funkcji jest przy tym połową rozwiązania. Drugą jest uporządkowanie tego, co dzieje się w samych spółkach. Razem proponuje likwidację rad nadzorczych w spółkach samorządowych i zastąpienie ich sprofesjonalizowanym nadzorem właścicielskim — bo to właśnie miejsca w radach nadzorczych są klasycznym paśnikiem, do którego trafiają ludzie władzy i ich znajomi. Kiedy nadzór nad majątkiem publicznym sprawują fachowcy rozliczani z wyników spółki, a nie osoby wynagradzane za samą obecność na posiedzeniu, znika główny mechanizm, przez który mandat i pieniądze splatają się w jeden układ.
Warto nazwać rzecz po imieniu także politycznie. Obsadzanie spółek i instytucji publicznych ludźmi partii to praktyka, którą Razem opisuje jako koryciarstwo i przypisuje głównemu obozowi władzy niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Adrian Zandberg podczas letniej trasy partii pytał wprost, dlaczego „tysiące aparatczyków obsiadają spółki Skarbu Państwa”, zamiast zarządzać wspólnym majątkiem profesjonalnie — a spór PiS z Platformą służy w tej diagnozie głównie przykryciu skali zawłaszczania publicznych posad. Zawodowy radny i zakaz łączenia funkcji to lokalna odpowiedź na ten sam problem: odciąć dostęp do publicznych stanowisk jako waluty politycznej wdzięczności.
Co proponuje Razem
W Deklaracji programowej z 2025 roku, w rozdziale o uczciwej polityce, postulat sformułowany jest bez niedomówień:
Zakażemy samorządowcom zasiadania w organach spółek jednostek samorządu terytorialnego i spółek Skarbu Państwa i pracy w instytucjach samorządowych. Wprowadzimy instytucję zawodowego radnego.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Uczciwa polityka”, pkt 4, partiarazem.pl
Postulat czytany razem z sąsiednimi punktami tego samego rozdziału układa się w spójną całość: zakaz zasiadania w organach spółek Skarbu Państwa przez dwa lata po wygaśnięciu mandatu (pkt 3), likwidacja rad nadzorczych w spółkach samorządowych na rzecz profesjonalnego nadzoru (pkt 5), a do tego twarde reguły finansowania kampanii i limity kadencji. Wspólny mianownik jest jeden: publiczne stanowisko traktuje się tu jako funkcję do wykonywania — obwarowaną obowiązkami i rozliczeniem — a nie jako łup do rozdania między swoich. Zawodowy radny domyka tę logikę na najniższym, najbliższym ludziom szczeblu — tam, gdzie o wodociągach, szkołach i mieszkaniach komunalnych decyduje się w sali obrad rady miasta.
Tak rozumiany mandat najlepiej opisać kategorią, którą na co dzień stosuje się do każdej innej pracy: opłacanej, mającej zakres obowiązków i podlegającej ocenie. Funkcja publiczna traktowana jako rozliczalna praca, a nie jako synekura czy przywilej, to zresztą motyw, który wraca w całym programie Razem — pisaliśmy o nim także w siostrzanym serwisie o państwie po stronie pracujących, gdzie państwo występuje jako uczciwy, transparentny pracodawca, a nie jako dysponent posad do obsadzania kluczem partyjnym. Zawodowy radny jest tej idei lokalnym przypadkiem: ktoś, kto bierze publiczne pieniądze za pilnowanie wspólnego dobra, i za to pilnowanie odpowiada przed wyborcami.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Deklaracja programowa 2025 (program, rozdz. „Uczciwa polityka”)
- Ustawa z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (art. 24f, 24h) — ISAP, Sejm RP
- Szkoły, spółki komunalne i kultura — tam pracują radni w swoich gminach (badanie Watchdog Polska) — Prawo.pl
- Społeczny monitoring konfliktu interesów — Fundacja im. Stefana Batorego
- Zandberg i Owca w Gdyni: koryciarska koalicja POPiS obsiadła Polskę — biuro prasowe Partii Razem
- Państwo po stronie pracujących — Razem dla pracy
